Wreszcie wielcy Cavaliers! Bostończycy zmiażdżeni

Koszykarze Cleveland Cavaliers przełamali się w serii z Boston Celtics i to w wielkim stylu. Zespół LeBrona Jamesa ograł rywali 116:86.

Zespół z Cleveland w pierwszych dwóch spotkaniach spisywał się fatalnie. Nie dziwiły więc wysokie zwycięstwa Bostonu. Szczególnie źle wyglądała dwójka startowych rozgrywających – George Hill i JR Smith. Bardzo słabo prezentowali się również rezerwowi drużyny z Ohio. Na mecz numer trzy Cavaliers wyszli jednak z zupełnie innym nastawieniem i dali popis swojej gry.

Przebiegu meczu nie ma w zasadzie co opisywać. Podopieczni Tyrona Lue już w pierwszej kwarcie wysoko odskoczyli bostończykom. Znakomicie spisywał się James oraz reszta zespołu. Zdecydowanie cieniem samych siebie byli Celtowie. Podopiecznym Brada Stevensa słabo wychodziła zarówno gra w ofensywie, jak i w obronie. Niczym nie przypominali Celtics z pierwszych starć.

Największą zdobyczą punktową wśród Kawalerzystów może pochwalić się LeBron, który zdobył 27 punktów, do czego dorzucił 5 zbiórek i 12 asyst. Solidny mecz zagrali również Kevin Love (13 punktów, 14 zbiórek), George Hill (13 punktów), Kyle Korver (14 punktów), JR Smith (11 punktów, 5 zbiórek) oraz Tristan Thompson (10 punktów, 7 zbiórek). Progres w porównaniu do poprzednich spotkań zaliczyli także Jeff Green i Larry Nance, którzy wreszcie udowodnili, że mogą być przydatni na boisku. Szczególnie dziwi słaba forma w play-offach Jeffa Greena, który w sezonie zasadniczym był silnym punktem Cavaliers z ławki rezerwowych i regularnie wspierał Jamesa i kompanów swoimi punktami.

W zespole z Bostonu na wyróżnienie nie zasługuje żaden zawodnik, no może z wyjątkiem Jaysona Tatuma, który mimo młodego wieku starał się trzymać poziom. Tatum zdobył w spotkaniu 18 punktów. Drugim wynikiem punktowym w zespole z Bostonu może pochwalić się Terry Rozier, który zdobył jednak jedynie 13 punktów. Zdecydowanie zawiedli dobrze jak do tej pory spisujący się Jaylen Brown – 10 punktów oraz Al Horford – 7 punktów.

 

Zdjęcie: www.nba.com

Post Author: Mikołaj Różalski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *