Okiem Milanisty: Ciągle można awansować

Już niedługo rewanżowy mecz Ligi Europy, w którym Arsenal podejmie u siebie Milan. Kanonierzy zwyciężyli na San Siro 2-0 i są zdecydowanie bliżej awansu do następnej rundy, niż zespół z Mediolanu, ale ja, Milanista, ciągle mam nadzieję, że dwumecz nie jest rozstrzygnięty.

Kto jak kto, ale tifosi Milanu doskonale wiedzą, że nawet duża przewaga po pierwszym meczu, ba, nawet gdy do końca zostaje 45 minut nic nie znaczy, a szanse nadal są. Wielką lekcję futbolu i tego, że gra się do końca Rossoneri już przyjmowali od Liverpoolu, czy Deportivo. W 2012 roku bliski dokonanie takiej “remontady” był przecież … Arsenal, ale wtedy Christian Abbiati uratował swój zespół kapitalną paradą. Klub z San Siro kiedyś też zrobił coś podobnego. W 2011 roku Mediolańczycy przegrywali z Lecce 0-3 po pierwszej połowie, ale później na murawie zameldował się Kevin-Prince Boateng i strzelił trzy piękne bramki, a na 3-4 gola zdobył Mario Yepes. Te cztery przykłady pokazują, że tydzień temu nie byliśmy świadkami zakończenia tego widowiska i emocje są możliwe. Wiem, że w składzie nie ma już takich gwiazd jak kiedyś, ale w Milanie nadal jest ktoś kto był świadkiem tych wydarzeń, a tym kimś jest trener Gennaro Gattuso. Rino w czasie tamtych spotkań był zawodnikiem (nie w każdym jednak wystąpił z powodów zdrowotnych), a dzisiaj z ławki rezerwowych poprowadzi swój zespół i jednego możemy się spodziewać – waleczności, bo z tego Włoch był znany i to będą reprezentować jego piłkarze. Przykład tego, że ekipa pod wodzą wspomnianego taktyka gra do końca mieliśmy w niedzielnym meczu ligowym, bo zwycięski gol z Genoą został zdobyty przez Andre Silvę w ostatnich  sekundach spotkania.

No dobra, to tylko nastawienie, ale, czy samych piłkarzy stać na odrobienie strat? Jasne! Mając w składzie takich graczy jak Suso, Calhanoglu, czy Bonaventura (chociaż on wg. Peppe Di Stefano ze Sky Sport powinien rozpocząć mecz na ławce rezerwowych) dwa przebłyski geniuszu są możliwe, a wiem, że duet Bonucci – Romagnoli także łatwo nie pozwoli na stratę kolejnych goli. W pierwszym starciu Milan zapłacił trochę za brak doświadczenia, bo przecież chyba tylko kapitan grał na wysokim poziomie w europejskich pucharach. Teraz ten zespół, oraz sam trener są bogatsi o jeden mecz, a i w związku z wynikiem nie będzie aż takiej presji – teraz gospodarze muszą, a goście mogą.

Teoretycznie zdecydowanym faworytem jest Arsenal. Na korzyść Kanonierów przemawia doświadczenie, rewanż u siebie i wynik z pierwszego meczu, ale piłka nożna ma to do siebie, że nie zawsze wygrywa ten na kogo się stawia, a sam Milan jest w naprawdę niezłej formie. Osobiście uważam, że ciągle można awansować, a czy to się uda? Zobaczymy już niedługo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *