Niespodzianki w środowych spotkaniach Ligi Mistrzów

Za nami środa z Ligą Mistrzów. Podobnie jak w przypadku wtorku – niespodzianek nie zabrakło.

SSC Napoli – Liverpool FC

Włoscy kibice tego wieczoru mieli mnóstwo powodów do radości. Pokonanie finalisty poprzedniej edycji Champions League z pewnością jest zadowalającym rezultatem dla włoskich fanów, jednakże ci musieli wykazać się cierpliwością – pierwsza i zarazem ostatnia bramka padła w 90 minucie spotkania. Autorem gola był Lorenzo Insigne, który ostatnimi czasy radzi sobie coraz lepiej. W grze „The Reds” brakowało jakości, były problemu z ustawianiem się w ofensywie, również kiepsko wyglądała komunikacja. Ponadto podopieczni Jurgena Kloppa stracili Keitę. Pomocnik doznał kontuzji, a z boiska został zdjęty na noszach.

SSC Napoli 1-0 Liverpool FC (0-0) 90’ Lorenzo Insigne

Tottenham Hotspur – FC Barcelona

W tym spotkaniu kibice na ilość bramek nie mogli narzekać. Na otwarcie wyniku nie trzeba było długo czekać. W drugiej minucie Coutinho podanie Alby zamienia na bramkę. W 28. minucie mieliśmy już 2-0, a wszystko za sprawą Ivana Rakiticia. Fani Tottenhamu po pierwszej części ze stadionu wychodzili niezadowoleni. Ich zespół do walki poderwał się w drugiej połowie. W 52. minucie po genialnej akcji Tottenhamu gola strzelił Harry Kane. Radość fanów Kogutów nie trwała jednak długo. Cztery minuty później Lionel Messi z powrotem sprowadził na ziemię Tottenham i sprawa nie wyglądała już tak kolorowo. Tottenham się nie poddawał. 10 minut później strzał oddaje Erik Lamela, który po rykoszecie wpada do siatki. Znowu jest niebezpiecznie. Dopiero na sam koniec Katalończycy wbijają nóż w plecy gospodarzom. Świetnie ustawiony Leo Messi po podaniu bardzo dobrze grającego na boisku Jordi Alby, strzela na 4-2.

Tottenham Hotspur 2-4 FC Barcelona (0-2) 2’ Coutinho, 28’ Rakitić, 52’ Kane, 56’, 90’ Messi, Lamela 66’

Borussia Dortmund – AS Monaco

Borussia Dortmund bez problemu wskazała miejsce w szeregu ekipie AS Monaco, która ostatnio ma dość spore kłopoty z formą. Mimo wielkich pieniędzy jakie otrzymują Francuzi brakuje w ich grze jakości. W pierwszej połowie kilka razy pachniało golem, ale mimo wszystko na bramkę trzeba było czekać do tej drugiej części. W 51. minucie spotkania Larsen po asyście ostatnio świetnie prezentującego się Sancho otworzył wynik. Niedługo później Borussia miała okazje podnieść przewagę, mieli bowiem rzut karny. Z jedenastu metrów nie trafił jednak Alcacer. Snajper szybko się zrehabilitował. W 72. minucie spotkania po asyście Reusa mieliśmy już 2-0. Reus do asysty dorzucił jeszcze bramkę w doliczonym czasie gry.

Borussia Dormund 3-0 AS Monaco (0-0) 51’ Larsen, 72” Alcacer, 90+2’ Reus

Post Author: Ziemowit Dziopa

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *