Inny piłkarski wymiar. Lech przegrywa w Belgii

Lech Poznań przegrał z belgijskim Genk 0:2 w pierwszym meczu trzeciej rundy eliminacji Ligi Europy. Zespół z Belgii był o klasę lepszy i zasłużenie wygrał z drużyną z wielkopolski. Przed rewanżem szanse na awans Lecha wydają się zerowe. 

Autobus z Poznania

Już na początku spotkania fenomenalną szansę na strzelenie gola mieli gospodarze. Lech źle ustawił się w obronie, co wykorzystał Trossard, który posłał świetne prostopadłe podanie do Pozuelo, ten wycofał do Trossarda, ale jego strzał na linii bramkowej zablokował De Marco. Piłkarze Kolejorza ze wszystkich sił starali się wytrzymać napór rywali, ale Belgowie bardzo swobodnie radzili sobie w ofensywie. W 16. minucie gorąco zrobiło się pod bramką Vukovicia. Dobrze z rzutu wolnego zagrał Jevtić i Gytkjaer był bliski strzelenia gola, ale piłka po jego wślizgu minęła bramkę. Od tego momentu poznaniacy skupili się na murowaniu własnej bramki. Raz za razem Genk starał się skruszyć mur postawiony przez gości i udało im się to w 34. minucie, ale sędzia odgwizdał spalonego.

Lech musiał pęknąć

Kilka minut przed przerwą sytuację sam na sam miał Trossard, ale przegrał pojedynek z Buriciem. Gdy wydawało się, że Lech wytrzyma do przerwy, sprawę w swoje nogi wziął Malinowski. Ukrainiec wszedł w drybling, minął zawodników Lecha i posłał prawdziwą bombę tuż obok lewego słupka. Lechici schodzili do szatni przegrywając i mieli kwadrans na naprawę błędów z pierwszej połowy.

Cios za ciosem

Po przerwie na boisku nie zmieniło się kompletnie nic. Genk ponownie starał się zdominować Lecha, a goście rozpaczliwie bronili się przed stratą gola. Trzy minuty po wznowieniu gry Belgowie powinni podwyższyć prowadzenie. Ponownie sam na sam z bramkarzem starł się Trossard i ponownie pojedynek ten wygrał Burić. W 56. minucie defensywa Lecha kapitulowała po raz drugi. Zbyt dużo miejsca w polu karnym otrzymał Samata i po precyzyjnej wrzutce pokonał Jasmina Buricia. Po bramce na 2:0 gospodarze nie zamierzali zwalniać tempa. Akcja za akcją byli coraz bliżej trzeciego gola. Bardzo dobre spotkanie rozgrywał Trossard, który nic sobie nie robił z krycia obrońców Lecha.

Pechowy Ndongala

Na kwadrans przed końcem spotkania przed szansą stanął Ndogala. Zawodnik Genk starł się w sytuacji sam na sam z Buriciem, ale trafił w słupek. W 88. minucie Lech miał mnóstwo szczęścia. Kolejną sytuację sam na sam wybronił Burić. Piłka po jego paradzie trafiła w poprzeczkę i pod nogi Ndongali, ale jego uderzenie z linii bramkowej wybili obrońcy. Ndongala gola już w tym meczu nie strzelił, a Lech powinien się cieszyć z takiego wymiaru kary, bo przy lepszej formie napastników Genku, mogłoby skończyć się pogromem.

Genk – Lech Poznań 2:0 (1:0)

Malinowski 45′, Samata 56′

Autor: Ireneusz Bartuś

Post Author: Redakcja

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *